"Easy rider” to jeden z najbardziej kultowych filmów amerykańskiej kontrkultury. Z jednej strony niemal pozbawiony fabuły, z drugiej będący pełną afirmacją drogi i wolności. Dwójka bohaterów znikąd, po dopełnieniu narkotykowej transakcji, wybiera się w głąb kraju, by dotrzeć na nowoorleańską paradę Madri gras, ostatni dzień karnawału.
Przed wyruszeniem w
podróż, postać grana przez Petera Fondę dokonuje znamiennego
symbolicznego gestu – przygląda się zegarkowi na nadgarstku, po
czym wyrzuca go pod nogi, dokonując tym samym rezygnacji z
dotychczasowego uczestnictwa w cywilizacji. Od tej pory czas ekranowy
w głównej mierze obejmował będzie pokonywanie szos i prerii dwoma
jednośladowcami w rytm znanych utworów lat '60, jak choćby „Born
to Be Wild”, „I Wasn't Born to Follow” czy „The Weight”,
tym samym zapisując je w historii muzyki dzięki sławie samego
filmu Dennisa Hoppera. Treści piosenek pokrywają się z intencjami
i naturą głównych bohaterów, którzy nie narodzili się po to, aby
być trybami w bezdusznej machinie kapitalizmu.
W trakcie drogi
bohaterowie napotykają szereg postaci, poprzez które zarysowuje się
wolnościowa ideologia „Easy Ridera”. Między innymi w rozmowie z
głową licznej rodziny chwalony jest agrarny tryb życia: „nie
każdy potrafi wyżyć z ziemi, powinieneś być z tego dumny”.
Podobnie w przypadku grupy kilkudziesięciu młodych hippie
koczowników, modlących się o pomyślne zbiory na jałowym gruncie,
wierząc w to, że wszystko co wyrośnie, wystarczy im by przeżyć,
a nic więcej nie będzie im potrzeba. Kult ziemi przejawia się
także w wyrazie szacunku do rdzennych amerykanów, którzy są, jak
mówi jeden z bohaterów: „gospodarzami tego miejsca, a leżą tu
pogrzebani”.
Niestety podobny los
czeka bohaterów filmu, Wyatta i Billy'ego, którzy po spotkaniu na
drodze konserwatystów z nabitymi strzelbami, zostają zamordowani w
imię oczyszczania społeczeństwa z długowłosych reprezentantów
ruchu hippisowskiego.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz